GP Styrii 2020 – to drugie w Austrii

Wiem, że wyścig był dokładnie dwa dni temu i wiem, że takie podsumowania pisze się szybciej, ale po pierwsze – nie miałem ani czasu ani chęci trochę pisać o tym Grand Prix. Dlaczego? Było najzwyklej w świecie przez większość czasu nudne.

Grand Prix Austrii, pierwsze w koronawirusowym sezonie 2020, było nie tylko niespodziewane ale tak nieprzewidywalne, że aż miło się je oglądało.

Jednak drugie Grand Prix to nazwane GP Styrii – i tutaj ciekawostka, Styria była kiedyś krainą zamieszkałą przez Słowian i Księstwo Styrii stało się częścią Królestwa Wschodniofrankijskiego. Po I wojnie światowej Księstwo zostało rozdzielone pomiędzy Austrię, Serbów, Chorwatów i Słoweńców. W czasach dzisiejszych Styria (a dokładniej jej austriacka część) jest drugim co do wielkości krajem związkowym Austrii, licząc sobie 1,2 mln mieszkańców. Stolicą jest Graz, a druga część Styrii należy do obecnej Słowenii.

Po tym jak wiecie czym jest Styria i że podwójny wyścig F1 w jednym miejscu jest pierwszym w historii F1, możemy przejść do samego weekendu wyścigowego. A zaczęło się miłym akcentem dla kibiców z Polski, ponieważ podczas pierwszego wolnego treningu w bolidzie Antonio Giovinaziego pojawił się Robert Kubica. Jak wynikało zarówno z wypowiedzi RK jak i z tego co było widać, do zadań jego i Kimiego było testowanie nowych rozwiązań w bolidzie. Tempo nie było szybkie (18 czas, który wprawił w konsternacje sezonowych fanów F1), ale na pewno były to ważne testy, chociażby nowych rozwiązań aerodynamicznych.

Podczas FP2 (Free Practice) doszło do wypadku Daniela Riccardo, który stracił panowanie nad bolidem w 9 zakręcie i dość mocno uderzył w bariery. Jego Renault nadawało się całkowicie do niczego, a sam Daniel utykał po wyjściu z bolidu, ale uraz nie okazał się poważny.

W sobotę trzecie FP zostały odwołane na rzecz kwalifikacji, które odbyły się w deszczu. Tutaj klasę pokazał Lewis Hamilton, który po fatalnym pierwszym GP (Przesunięcie na starcie, kara 5sekund podczas wyścigu za kolizję z Albonem) zameldował się na pole position, pokazując też jak jeździ się w deszczu. Nie mógł tego samego powiedzieć Max Verstappen, który efektowym driftem zakończył swoje próby czasowe (ostatecznie 2 pozycja), fenomenalnie spisał się również Carlos Sainz meldując się 3 w kwali przed Valtterim Bottasem.

Po deszczowych kwalifikacjach mieliśmy piękny, wręcz słoneczny wyścig. Bez skwaru jaki panował na torze tydzień wcześniej i który radośnie wyeliminował prawie połowę stawki (9 kierowców nie ukończyło pierwszego Grand Prix). Wyścig wystartował punktualnie i bardzo szybko było wiadomo, że Mercedesy są w swojej lidze, którą radośnie gonił RedBull, ale do najciekawszego wydarzenia pierwszej godziny wyścigu doszło w trzecim zakręcie, w ostrym nawrocie Charles LeClerc zakończył nie tylko swój wyścig, ale także swojego zespołowego kolegi – Sebastiana Vettela. Monakijczyk liczył na szczęście lub pomylił prawdziwe GP z wirtualnym i wjeżdżając po wewnętrznej wpadł na Vettela, kasując mu tylne skrzydło i uszkadzając sobie podłogę w SF1000. Seb był na dominującej pozycji, walcząc o pozycję z Lancem Strollem, Georgem Russellem (wszyscy są pod wrażeniem jego P12 i jazdy w kwalifikacjach) i Kevinem Magnussenem z Hassa. Charles w tym czasie uznał, że dobrym manewrem będzie wyprzedzanie po wewnętrznej. Seb, z urwanym tylnym skrzydłem, dojechał do boksów, Charles po wymianie skrzydła próbował walczyć jeszcze przez 4 okrążenia, po czym został ściągnięty do boksów kończąc tym samym udział Ferrari w wyścigu. Vettel do końca nie wiedział kto w niego uderzył, dopóki LeClerc nie został ściągnięty do boksu.

Wyścig przez praktycznie całą jego długość prezentował to co sezon 2019, a przynajmniej tak było w czole stawki – Hamilton nadrabiał, Verstappen został walczył z Bottasem, ale to co działo się w środku stawki ponownie zasługiwało na 100% uwagi realizatora. Bolidy Racing Point, pieszczotliwie nazywane “Różowymi Mercedesami” toczyły wręcz nieziemski bój pomiędzy sobą. Stroll zyskał w moich oczach bardzo po tym wyścigu pokazując, że potrafi ale może nie do końca jeszcze ma to “ogranie”, a Sergio Perez udowodnił, że z odpowiednim sprzętem jest piekielnie szybki. Gnębił zarówno Ocona (który przez problemy z silnikiem nie ukończył wyścigu) jak i Riccardo. Te pojedynki stały się podstawą do oprotestowania przez zespół Renault bolidu RP20, wskazując na to, że może być on kopią bolidu Mercedesa z 2019 roku (o czym żartował cały paddock, a wielu dziennikarzy już podczas zimowych testów zwróciło na to uwagę).

Prawdziwy dramat i show oczywiście pokazały ostatnie okrążenia. Bottas wyprzedza Verstappena, Perez i Stroll tracą pozycję na rzecz fenomenlanie jadących McLarenów – Lando wyprzeda Pereza w zakręcie 9, przed samą metą, a Carlos ustanawia najszybsze okrążenie wyścigu i pięknie finiszuje na P9, Norris po uporaniu się ze Strollem i Riccardo, którzy walczyli w zakręcie 3 wskakuję na P5 zaraz za Alexem Albonem który załatwił spadek Perezowi na rzecz Norrisa po tym jak użył tej samej taktyki co w przypadku Hamiltona w pierwszym wyścigu. Podczas GP Austrii skończyło się to spinem w żwir i karą dla Lewisa, podczas GP Styrii uszkodził on skrzydło Perezowi.

Na zakończenie wyścigu mała wtopa z jeżdżącymi podajnikami pucharów, co było do przewidzenia prędzej czy później.

Jak ocenić ten wyścig? Pokazał on, że “Czarne Strzały” są obecnie poza zasięgiem reszty stawki i tworzą osobną ligę do której dobija się RedBull. Wyścig Styrii pokazał też, że w środku stawki McLaren może się przepychać razem z Racing Point, co jest raczej troszkę niespodziewane szczególnie patrząc na przedsezonowe przygotowania Renault. Ferrari i wszystkie firmy korzystające z ich silników, czyli Alfa Romeo oraz Haas odstają w tej rywalizacji, co w przypadku szczególnie Ferrari jest dość przykre. Do tego Haasowi doskwierają problemy z hamulcami, które w pierwszym wyścigu uniemożliwiły jego ukończenie w drugim sprawiały po prostu problemy.

A w tym tygodniu, Formuła 1 zawita na Węgry, które w sercach polskich kibiców są wręcz “wyścigiem domowym”. W tym roku – bez kibiców, ale na pewno z emocjami i “dramatami ostatniego okrążenia”