O premierze 720S Spider słów kilka

Ten tekst jest zbiorem różnych przemyśleń i postów opublikowanych po zeszłorocznej (luty 2019) premierze McLarena 720S Spider, w której mogłem uczestniczyć dzięki uprzejmości Dörr Group i salonowi McLaren München.

McLaren, ta marka od zawsze gdzieś mi towarzyszy. F1 wisiał na ścianie obok Countacha, Mazdy RX-7 i przekroju technicznego (tak się to chyba nazywa)  BMW M3 E30.

Wielką niespodzianką i niejako wyróżnieniem było otrzymanie zaproszenia od salonu w Monachium na premierę i prezentację świeżego w tamtym czasie modelu jakim jest 720S Spider. Była to premiera przed pokazaniem auta w Genwie, więc okazja tym bardziej fajna.

O samej imprezie nie ma co się za bardzo rozpisywać. Na wejściu witał nas 720S w pakiecie Perfomance w hali były przygotowane dwa egzemplarze Spidera, w salce bocznej stał trochę opuszczony 600LT w kolorze Papaya Orange.

Sama impreza w formie jak żeby inaczej bankietu rozpoczęła się od przywitania przez wodzieraja, a jako że byliśmy w Monachium dość szybko w zasięgu wzroku zaczęli pojawiać się znani ludzie z okładek niemieckich magazynów jak paru piłkarzy, ale czy byli to gracze Bayernu trudno mi określić. Aż tak wielkim fanem piłki nie jestem.

Spider jest w prostej linii dokładnie tym samym co 720S, ten sam silnik i podobne osiągi jednak jednym z “gimmicków” nowej wersji był dach który, jak podał wodzirej rozkłada się w 11 sekund. Wynik imponujący, ale chyba już w 2020 poprawiony.

Poniżej macie wideo w którym możecie zobaczyć parę klipów z tego pokazu jak również usłyszeć “że planuję zakup McLarena”. Były to piękne czasy, ale zostały szybko zweryfikowane i ten tekst jest jak najbardziej nieaktualny i tam gdzie być powinien, czyli w sferze marzeń.

Na tej imprezie też poznałem paru fanów marki z którymi można było nie tylko porozmawiać o plusach, ale i też o minusach aut od brytyjskiego producenta, a – co dla mnie było trochę szokiem – żarty z różnego rodzajów mniejszych i większych problemów z autami McLarena były na porządku dziennym.

Na drugi dzień dość niespodziewanie miałem możliwość przejechać się jednym z 720S, na miejscu pasażera i jako pasażer odebrałem to auto tak jak myślałem. Było zwinne, było piekielnie szybkie, a kokpit dawał poczucie że siedzi się w myśliwcu, a nie w samochodzie. W samym Monachium w ruchu miejskim ten samochód nie był już tak wspaniały, ale nadal mógł dawać frajdę o ile ogarnęłoby się jego rozmiar.

Po tych w sumie 3 dniach w Monachium utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że kiedyś ten samochód będzie musiał zagościć w moim garażu tak jak zagościł obecnie RX-8 R3. Ale kiedy to nastąpi – tego nie wiedzą nawet najstarsi górale.