GP Włoch – Ten który pokazuję emocje.

Kiedy piszę te słowa jest niedziela, godzina blisko 22:30. I nadal jestem pełen emocji, z gęsią skórką i zjeżonymi włosami na rękach.

Tyle emocji przyniósł nam wyścig o Grand Prix Włoch, że pewnie jeszcze w nocy będę o tym śnił. Ale konkrety bo jest tego trochę.

Na pewno na początek warto wspomnieć szybko o kwalifikacjach. Historycznych, pierwszych bez tak zwanego “Party Mode” czyli trybu pracy silników wykorzystywanych do kwalifikacji przez zespoły. Cały przedsięwzięcie zostało zaproponowane przez RedBull Racing, który upatrywał w tej zmianie możliwości walki z Mercedesem. Jak wyszło było widać właśnie podczas kwalifikacji, a do ognia dorzucał jeszcze Toto Wolff, który wspominał o tym, że jak tylko przesłanki o usunięciu trybu kwalifikacyjnego się pojawiły M-B rozpoczął pracę nad odpowiednimi zestrojeniem silnika bez jego wykorzystania i ich pomysłu już były wykorzystywane podczas tego sezonu. Kwalifikacje to była totalna dominacja “Czarnych Strzał”, gdzie Lewis dodatkowo ustanowił nowy rekord toru Monza.

Pomimo Wojen Paddocowych i 1-2 dla kierowców M-B, za plecami Hamiltona i Bottasa zrobiło się bardziej niż ciekawie. P3 zajął Sainz, który może zapisać ten weekend to jednych z najlepszych w swojej karierze. Dalej Perez, Verstappen, Norris i Ricciardo, Stroll, Albon i pierwszą dyche zamykał Gasly (do Pierre`a jeszcze wrócimy). Kwalifikację pokazały też jak duże problemy ma Scuderia Ferrari. Charles Leclerc zameldował się dopiero na P13, a Vettel na P17.

Przyszła niedziela. Godzina 15 i kierowcy ustawili się na swoich polach startowych. Fatalny start Bottasa spowodował szybkie roszady, za plecy Lewisa wskoczył Sainz. Fin stracił pozycję na rzecz Norrisa i Pereza. I było wiadomo, że ten wyścig będzie ogniem totalnym. Valtteri narzekał na ustawienie silnika. Max próbował wykorzystać moment, ale jego RedBull był za słaby dla Mercedsa. Pomimo startu na tyłach, Ferrari utrzymało swoje pozycję.



Dramaty zaczęły się na okrążeniu 6 kiedy to hamulce w bolidzie Vettela odmówiły posłuszeństwa, co zakomunikował podczas efektownego rozbicia styropianowych znaków zaraz na pierwszym zakręcie, po czym doturlał się do końca okrążenia i Seb wycofał się z wyścigu. Na 16 okrążeniu poddał się silnik w Haasie Kevina Magnussena. Zatrzymanie niedaleko wjazdu do pitstopu na wyjściu z Parabolicy wymusiło wyjazd Samochodu Bezpieczeństwa. Tutaj rozegrał się dramat Lewisa Hamiltona, który nie dostał sygnału od zespołu o zamknięciu pitboxów i popełnili błąd ściągając Lewisa na zmianę kół. Ten sam błąd popełnia Alfa Romeo Racing Orlen, która ściągnęła Antonio Giovinazziego. Obaj kierowcy przypłacili to karą Stop&Go “wycenioną” na 10 sekund na głowę.

Na 24 okrążeniu przebłysk walki pokazał Charles, który na dojeździe do Variante Goodyear wyprzedził po wewnętrznej Kimiego Raikkonena i Antonio Giovanazziego. Jednak końcówka tego okrążenia przysporzyła wszystkim obecnym na Monzie oraz fanom przed ekranami prawdziwego momentalnego zamrożenia krwi w żyłach. Bolid z numerem 16, rozpędzony wypada z zakrętu 11 i z pełnym impetem uderza o ścianę z opon. W powietrze wzlatują pojedyncze elementy bolidu SF1000. Zostaje wypuszczony ponownie Samochód Bezpieczeństwa, a po chwili wyścig zostaje wstrzymany przez pojawienie się czerwonych flag. Powodem było posprzątanie Scuderii Ferrari z Parabolicy i naprawa bandy. Na całe szczęście, Charles opuszcza bolid o własnych siłach. Przyczyną jest utrata kontroli w skutek niestabilności boli


Wyścig zostaje wznowiony na 28 okrążeniu z pól startowych. Robi się sprintersko. W Variante della Roggia, Lance Stroll ma problemy z wyhamowaniem swojego bolidu i przelatuję przez szykanę. Wraca na szczęście w bezpieczny sposób do walk i wdaje się w walkę z McLarenami z której wychodzi w miarę zwycięsko. Na 29 okrążeniu Hamilton zjeżdża na swoją karę 10 sekund i spada na koniec stawki. 31 okrążenie przynosi nam niespodziewane wycofanie się z wyścigu Maxa Verstappena. Na 34 okrążeniu Sainz uspokajany przez swojego inżyniera, trochę się sprzeciwia i w pięknym stylu – koło w koło wyprzedza Raikkonena. Chwilę później w szykanie Ascari, Stroll wyprzedza Icemana.


Na 35 kółku pierwsza trójka to Gasly, Sainz i Stroll. Hamilton w tym czasie odrabia straty. Notuje najszybsze okrążenia wyścigu wymijając kolejnych rywali. Na dłużej zatrzymuje się przy Danile Kviyacie, który robi Hamiltonowi powtórkę kiedy to Lewis walczył w 2019 roku z… Gaslym w ostatnim zakręcie na Interlagos. Danił nie odpuszczał aż do dojadu do zakrętu.
53 okrążenie, to był “Two man Show”. Gasly i Sainz prowadzili wojnę na perfekcję. Lepszy okazał się Francuz, pomimo że Hiszpan miał okazję do odpalenia DRSu w obu sekcjach toru. Pierre wygrał we Włoszech, zapewniając sobie pierwsze Grand Prix w historii oraz pierwsze razy najwyższy stopień podium dla swojego zespołu
I po tym sprawozdaniu czas na podsumowanie. Wielu kibiców i część komentatorów mówiło o tym, że dominacja Mercedesa staje się nudna. Mówili to także sami kierowcy. Pewnie część z was powie – “Ale przecież Redbull też dominał”. Tylko, że tutaj mamy poziom dominacji Ferrari. Lewis najprawdopodobniej wyrówna rekord Schumachera lub nawet go przebije, a GP Monzy pokazało jakby wyglądała F1 bez tej totalnej dominacji zespołu z Brackley. RedBull Racing spisuję się poniżej oczekiwań i mają szczęście, że prócz Albona maja w zespole kierowcę takiego jak Verstappen, który ich ciągnie.
Rewelacyjnie zaprezentowali się kierowcy McLarena. Zarówno Norris jaki Sainz spisali się dzisiaj na medal, szczególnie Hiszpan który był w ten weekend wyraźnie uskrzydlony. Jestem ciekaw czy to jest jakiś sposób na pożegnanie się z McLarenem z przytupem, czy pokazanie Ferrari, że powinni mu zapewnić godne auto na sezon 2021.

Tegoroczne GP Włoch było też historyczne pod dwoma względami.
Pierwszym, Gasly przełamał pasmo braku wygranych osiągniętych przez francuskiego kierowcę. Ostatni raz kiedy usłyszeliśmy Marsyliankę było zwycięstwo Olivera Panisa w 1996 kiedy to stanął na najwyższym stopniu podium.
Drugim, trochę też smutnym jest fakt odejścia z F1 ostatniej “Wyścigowej Dynastii”. W ten weekend Claire Williams ze swoim ojcem Sir Frankiem Williamsem pożegnali się z zespołem, który Frank stworzył praktycznie od podstaw i który dominował w latach 80. Był to emocjonalny moment, Claire pozwoliła sobie również na wyprowadzenie z garażu Nicolasa Latifiego, a zarówno Nicolas jak i George po wyścigu nie szczędzili dobrych słów dla odchodzącej szefowej. Claire przyznała też, że pomimo plotek które krążyły po sieci i mediach, że to nowi właściciele zakończyli współpracę z nią, tak naprawdę to ona przekazała decyzję nad którą myślała już od sezonu 2019. W F1 pewnie przez jeszcze długi czas pozostanie marka Williamsa, która będzie nam przypominać o osiągnięciach Franka i kierowców, którzy w barwach brytyjskiego zespołu ścigali się na przestrzeni ostatnich lat.

zdjęcia: Formula 1 / www.formula1.com