Mam problem z “Z Proto”…

I to nie mały problem.

Żeby napisać te słowa musiałem sobie odczekać, przespać się z myślami i popatrzeć. Pooglądać. Obserwacja to coś co daje nam możliwość podejmowania decyzji.

No i podjąłem decyzję – Z Proto mi się nie podoba. Nie podoba mi się jako studium przyszłości, jako zapowiedź następny 370Z. Nie pasuję mi to, że po w sumie czekaniu przez ostatnie 5-6 lat dostaliśmy w sumie to samo. Ale w ładniejszym opakowaniu.

Ale po kolei. Prezentacja samochodu była bardzo fajnie poprowadzona, ten aspekt podobał mi się. I na tym dobre rzeczy się kończą. Sam Z Proto, którego widzicie na zdjęciu okładkowym, tak i poniżej nie porwał mojego serca.

Tak jak się spodziewaliśmy i tak jak mówiły przecieki z Japonii >KLIK< potwierdziły się praktycznie 100%:
– Auto wygląda jak połączenie wszystkich generacji “Z” (japońskie rendery były bardzo – bardzo blisko tego co pokazano oficjlanie)
– Pod maską znajdziemy silnik V6 z Twin Turbo, VR30DETT, który był przyczynkiem wycofania marki Infiniti z Europy (o tym za chwilę)
– Samochód ma 6-ścio biegowy manual.

Przejdziemy teraz do największego problemu z tym samochodem, a dokładniej z tym że Nissan planuję wsadzić tam dobrze znany w Japonii i poza nią silnik VR30DETT. Pewnie pomyślicie – co z nim nie tak. Dobra pojemność, V6 i do tego z manualem. Problem jest taki, że jest to silnik który znajdował się w samochodach “podmarki” Nissana – luksusowym Infiniti. Efekt? Luksusowa pod marka z końcem tego roku znika z Europy, a powodem są wyśrubowane normy emisji spalin w Unii Europejskiej.

Bezpośredni efekt na następce 370Z? Auto nie pojawi się w oficjalnej sprzedaży w Europie. Jeżeli Nissan nie wymyśli żadnego sposobu na obejście tych wytycznych – czy to za pomocą stworzenia miękkiej hybrydy (z systemem samoładujacym, tak jak to ma np. Toyota C-HR) albo nie zaplanuję wersji Plug-in hybrid nie zobaczymy ani nowego “Z” ani GT-Ra R36 na Starym Kontynencie. A potencjalny import nie będzie w żadnym stopniu opłacalny.

A teraz trochę o samym prototypie, który zapowiadał się naprawdę fajnie, a wyszło takie trochę meh.


Bryła to połączenie tego co znamy z 350/370 i paroma akcentami nawiązującymi do 240Z. Przód z wyraźnym dużym grillem i stylowymi światłami przywodzi na myśl… 370Z z bodykitem imitującym 240Z. Czy to dobrze? Nie wiem, czy mi się to podoba. No nawet.

Profil to ostatnia generacja “Z”. Tutaj nie ma co nawet nad tym faktem się pochylać. Znamy to aż za dobrze.

Tył – tutaj robi się ciekawie. Duża kwadratowa szyba nawiązująca do 240Z, pas tylni ze zderzakiem który wygląda jak dobrze liftingowy tył 300ZX. Zdecydowanie robi wrażenie, ale trochę kłóci się z profilem. Jeden z moich znajomych powiedział, że od słupka B do tył auto wygląda trochę jak F-Type albo DB11. Trudno mi określi czy to dobrze. Ogólnie patrząc na ten samochód mam bardzo mieszane uczucia, a jednocześnie widzę bardzo duży potencjał do modyfikacji (który to już wielu Virtual Tunerów wykorzystało do tworzenia coraz to ciekawszych wizji).

No i środek. I tutaj autentycznie mam ochotę strzelić kogoś z biura projektowego Nissana za to co się zadziało w kabinie. Kto dał zielone światło na to aby wziąć starą kabinę 370Z i wsadzić tam nowy system multimedialny (pewnie ten który jest w GT-Rze i innych nowszych modelach Nissana), wielkie elektroniczny ekran zamiast zegarów i mówić, że to jest coś nowego. To jest największy minus tej prezentacji.

Czy się nastawiam pozytywnie na ten samochód? Nie.
Dlaczego? Bo najprawdopodobniej nie będzie go w Europie i będzie niczym innym jak kolejnym facelifitngiem 350Z i 370Z.

zdjęcia: Nissan Global