O Ferrari Roma słów kilka(naście)

Słowem wstępu do tego wpisu – byłem w 100% pewny, że straciłem swoje notatki z imprezy na której była możliwość przetestowania Ferrari Roma w ramach jazd testowych w Katowicach i Warszawie. Jednak notatki odnalazłem i teraz razem z tym co pamiętam przeleję to na ten wirtualny kawałek papieru.
Nie jest to recenzja auta, a moje odczucia i podzielenie się z Wami wrażeniami z takiego zamkniętego eventu. 

Ferrari zachwyca, Ferrari szokuję, Ferrari się albo kocha albo nienawidzi. To są fakty z którymi można polemizować i wielu to robi. Dla mnie Ferrari to przede wszystkim wspomnienie czasu kiedy za 2 złote można było kupić paczkę Star-Chipsów, napój i cukierki, a później kłócić się ze swoimi równie młodymi kolegami o tym, że “że F40 jest fajniejsze od Kuntacza” lub na odwrót.

Od tego czasu minęło 23 lata. Za 2 złote często już nie kupi się nawet napoju, koledzy wybrali rozsądne samochody dla siebie lub siebie i swoich rodzin. U mnie miłość do sportowych samochodów została. Jest tylko kwestia, że dorastałem razem z Ferrari i przez cały ten czas tylko jedno auto z ich stajni mi się nie podobało. I było to F430. O 458 Italii śnię nadal, a na FF i później GTC4 Lusso patrzyłem z niekłamanym zaciekawieniem.

Miałem okazję też zobaczyć na żywo LaFerrari. Przez szybkę, ale jednak i mimo wszystko było ono prawie na wyciągnięcie ręki i zrobiło piorunujące wrażenie. I z tą skrywaną miłością do włoskiej i kontrowersyjnej marki żyję sobie dalej.

Do czasu aż Ferrari zaczęło powoli odkrywać karty i zapowiedziało powrót do tego czego chyba najbardziej brakowało w linii modelowej, czyli prawdziwego Gran Turismo. No i przewidywania zarówno moje jaki ludzi z branży spotkały się z miłym zaskoczeniem kiedy zaczęły trafiać pierwsze informację o powrocie “Dolce Vita” (z włoskiego: Słodkie Życie).
Teraz krótki rys, bo dolce vita to termin, który we Włoszech funkcjonuję jako określenie niespiesznego trybu życia tak bardzo widocznego w latach 50 i 60 ubiegłego wieku. Świat się zmienił, dolce vita trochę zniknęła i Ferrari zaplanowało jego powrót.

I tak na początku listopada na zamkniętym przyjęciu rzymskim Foro Italico odbyła się oficjalna premiera samochodu. A niecałe trzy tygodnie później miałem okazję osobiście usiąść za kierownicą symbolu “La nuova Dolce Vita”. Jednak zanim do wrażeń z samej imprezy i jazdy samochodem, warto napisać coś więcej o modelu Roma.

Nowe Gran Turismo włoskiej marki zostało oparte na znanej platformie pochodzącej z modelu Portofino. Pod długą i piękną maską znajdziemy silnik F154, czyli V8 o pojemności 3.9 litra doposażone w podwójne turbo, które generuję 620 koni i 761 Nm momentu obrotowego. Moc jest przenoszona za pomocą 8-mio biegowej skrzyni ZF na tylną oś.


Wygląd zewnętrzny auta był inspirowany takimi klasykami jak 250 GTO czy 250 GTO Lusso, z przodu widać mocne nawiązanie do nowego flagowego supersamochodu marki czyli SF90 Stradale, a patrząc z profilu można zobaczyć nawiązania do 812 Superfast. Przykuwającymi uwagę detalami są grill malowany w kolor nadwozia, zintegrowane z drzwiami klamki oraz bardzo stylowy wygląd świateł przednich i tylnych, wszystko w technologii LED. Podczas samej jazdy przykuwa uwagę wysuwający się przy około 120km/h spoiler. Środek to wnętrze klasy 2+2, chociaż patrząc na rozmiar tylnych miejsc raczej trzeba się mocno zastanowić czy kogoś normalnych wymiarów tam wsadzić. Jednak w GT nie chodzi o tył, a o przód i tutaj rozwiązanie dizajnerskie dzielące kokpit na sekcję dla kierowcy i pasażera działa idealnie. Konsola środkowa jest cofnięta maksymalnie w kierunku tyłu dzięki czemu kierowca ma bezproblemowy dostęp do wszystkich potrzebnych funkcji i ekranu dotykowego o rozmiarze 8,4 cala, który spełnia rolę wszystkich potrzebnych przełączników. Na uznanie zasługuję panel kontrolny automatycznej skrzyni biegów, który wygląda jak żywcem wyjęty z klasycznych modeli Ferrari. Idealnie współgra z ultranowoczesnym miejscem kierowcy gdzie przed oczyma mamy 16 calowy wyświetlacz będący naszymi centrum dowodzenia, bo to tutaj widzimy wszystkie potrzebne informacje jak prędkość, obroty, nawigacja czy dane z systemu infotainment. Grafika jest wysokiej jakości, responsywna i pomimo tego, że stylizowana jest dobrze widoczna przy każdym ustawieniu fotela. Jest to duży plus np. w porównaniu do Taycana którego kierownica zasłania część wyświetlacza. A właśnie – kierownica. Tutaj mamy sportowe koło, lekko elipsowate, spłaszczone u dołu. Na kole znajdziemy guziki odpowiedzialne za kierunkowskazy, świateł, spryskiwaczy oraz wycieraczek. I to tyle jeżeli chodzi o fizyczne guziki, bo kierownica posiada również panele dotykowe. Te odpowiadają za kontrolę bluetooth telefonu, dostęp do sterowania kontrolerem komputera pokładowego, kontrolę głosową oraz start i zatrzymanie silnika. Tradycyjnie znajdziemy też Manettino, które odpowiada za ustawienie charakterystyki pracy samochodu, jednak w tym modelu jest ono hybrydowe. O ile sam przełącznik jest mechaniczny, tak wyświetlanie odbywa się na panelu kierownicy. Robi to wrażenie i koło kierownicy możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Jak z siedzeniami? Tutaj mamy pełny komfort pomimo sportowego zacięcia foteli. Podczas mojej jazdy testowej nie odczułem dyskomfortu pomimo, że lekko sobie tylko odsunąłem fotel. Widocznie ktoś przede mną miał bardzo podobne ustawienia. Do jakości wykonania elementów nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Wszystko wygląda przecudnie, “na bogato”. Konfiguracja auta którym jechałem posiadała jasne wnętrze, które pozbawiło mnie strachu przed posiadaniem takowego w aucie tej klasy. Na pewno fajnym gadżetem jest wyświetlacz dla pasażera, gdzie może sterować multimediami czy podpatrzeć z jaką prędkością właśnie podróżuję. 

Wybaczcie, że tak niewiele o wnętrzu auta, ale dla mnie liczyły się właściwości jezdne, a te – jak to na Ferrari przystało, były wysoko na skali szczęścia. Trochę więcej o tym jak sam event wyglądał napiszę w następnym akapicie, ale miałem przyjemność podróżować pod okiem nie tylko kierowcy testowego Ferrari ale także kierowcy wyścigowego – Alberto Coli. Instruktor służył wskazówkami podczas jazdy testowej i jako pilot kierujący gdzie jechać ale przede wszystkim informacjami i pewnymi anegdotami o samym modelu Roma. Dzięki niemu miałem okazję bez strachu wcisnąć hamulec, ponieważ dowiedziałem się że Ferrari wszystkie swoje obecne samochody wyposaża w ceramiczne systemu hamulcowe jako standardowe wyposażenie. To także on zachęcił do trochę agresywniejszej jazdy, żeby zobaczyć, że Roma to nadal sportowe auto. I wiecie co? To prawda. Na jazdę testową jechałem z nastawieniem, że ten samochód będzie trochę wykastrowany z tego sportowego ducha Ferrari, ale pomyliłem się bardzo. I to przez duże “B”. Przede wszystkim – dwa przekręcenia Manettino i charakterystyka auta zmienia się zupełnie. Możemy pozwolić sobie na to, że przed pysznym obiadem w jednej z włoskich winnic możemy strzelić parę kółek na Monzie lub Mugello. I nie ma w tym nic zdrożnego. Prowadzenie auta jest pewne, zmiana biegów w trybie manualnym błyskawiczna. Zawieszenie idealnie przekazuję przez kierownicę do kierowcy co się dzieje z kołami, a rozłożenia środka ciężkości pomaga wyczuć czy piękna pupa Romy nie chce się zarzucić za bardzo, do tego dźwięk wydechu bez zbędnego ulepszania. Miód na serce człowieka kochającego szybkie kobiety i piękne samochody. Jednocześnie przechodząc w tryb komfortowy nagle okazuję, że można włączyć ulubioną muzykę, opuścić szyby i rozkoszować się podróżą po górskich drogach, albo po prostu wjechać na bulwary i powoli toczyć się i przyciągać wzrok okolicznych przechodniów jak miód pszczoły.

Czy oceniłbym jakoś ten samochód? Nie jest to łatwe zadanie, bo jestem nim zachwycony. Co było niestety do przewidzenia w moim przypadku. Są rzeczy które mnie troszkę irytowały – jak np. panel dotykowy po lewej stronie kierownicy. Dla niektórych problematyczna może być ograniczona kanapa z tył. Nie jest to GTC4 Lusso gdzie z tył usiądzie ktokolwiek komforotowo, ale na krótkie jazdy lub jako dodatkowa przestrzeń bagażowa np. na plecak lub torbę do której trzeba się szybko dostac jest idealnie.

Mam wrażenie też, że Roma w tej chwili jest jednym z tych modeli Ferrari które spokojnie mogą być jako “ten pierwszy” dla wielu potencjalnych klientów którzy chcieliby kupić auto z koniem w znaczku, ale niekoniecznie chcą inwestować w używane samochody. Auto prezentuje się rewelacyjnie, co mam nadzieje widzicie na zdjęciach.

I na sam koniec opowiem wam o samym evencie. Bo jazdy testowe odbyły się w ramach specjalnej imprezy, gdzie Ferrari Polska razem z centralą miała do dyspozycji 11 samochodów prosto z fabryki w Maranello. A razem z samochodami przyjechali instruktorzy Ferrari oraz cała obsługa. Po przybyciu do salonu w Katowicach i przejściu obowiązkowego mierzenia temperatury oraz dezynfekcji dłoni można było podpisać niezbędne dokumenty, odebrać prezent, którym była maseczka firmy U-Mask przygotowana dla teamu F1 Scuderia Ferrari. Po odbiorze plakietki i maski jednorazowej z przeznaczeniem na czas imprezy można było obejrzeć Rome w chyba maksymalnym wyposażeniu jakie jest dostępne. Chwila oddechu, katering, rozmowa z doradcą salonu oraz rzut oka na 812 Superfast oraz 488 Pista umilił czas oczekiwania na briefing. Podczas briefiengu obejrzeliśmy prezentację na temat samochodu, filozofii i wizji jaka stała za powstaniem Romy oraz dostaliśmy szybkie przeszkolenie ze sportowej i bezpiecznej jazdy samochodem takiego kalibru.


Po briefingu zostaliśmy przydzieleni do instruktorów oraz samochodów i chyba tylko dzięki dobrej woli “bogów motoryzacji” dostałem samochód, którego konfiguracja mi się spodobała i pasowała najbardziej do tego czego oczekiwałbym od swojego egzemplarza pod kątem wyposażenia. Sama jazda odbywała się po z góry ustalonej trasie, która zawierała wszystkie elementy tego co zrobilibyśmy z takim autem na codzień – jeździliśmy zarówno po autostradzie jak i normalnych drogach kończąc krótkim odcinkiem miejskim.

Wspominałem wcześniej o moim opiekunie podczas jazdy, pan Cola służył naprawdę szeroką wiedza na temat Romy i to nie taką wiedzą standardową jaką możemy znaleźć w broszurce, ale również mogliśmy porozmawiać o zwykłych rzeczach jak i tych bardziej zakulisowych, a jazda kończyła się krótką ankietą w której jako kierowca odpowiadaliśmy na szereg pytań związanych z naszymi odczuciami za kierownicą Romy. Ostatnim prezentem była karta pamięci z nagraniem onboardu przejazdu, dzięki czemu możecie poniżej zobaczyć klip z jazdy tym autem.

Bo o kontrowersjach związanych z marką Ferrari porozmawiamy kiedy indziej.

Z tej strony chciałbym podziękować bardzo salonowi Ferrari Katowice i pani Karolinie Szulęckiej za zaproszenie na jazdy testowe. Dzięki temu przekonałem się, że jednak Ferrari powinno zagościć w moim garażu i mam nadzieję, że nie będzie miała mi za złe, że opisałem swoje wrażenia zarówno z jazdy jaki z samej imprezy