Co się dzieje z działem “M” BMW?

Dwa tysiące dwudziesty rok był bardzo dziwnym rokiem. I to nie tylko jeżeli chodzio o sytuację na świecie o której nie będę głosno mówił, bo algorytm JuTjub mnie skutecznie zdzieli w głowę, ale dlatego że niektóre marki motoryzacyjne działały w trybie panic.

I taką marką było BMW, które pokazując coraz to nowsze i coraz to bardziej kontrowersyjne projekty konsumenckie zapomniało tego kim są i dlaczego.
O czym mowa? O tym, że BMW M zostało trochę opuszczone przez firmę. Widocznie ktoś siedzący w biurowcach BMW uznał, że dobrym pomysłem będzie przeniesienie w pełni ciężaru z konwencjonalnej motoryzacji w kierunku elektromobilności.

I zrobili to na tyle koślawo, że w ogólnym rozrachunku seria i oraz M ucierpiała dość mocno wizerunkowo.
O ile w przypadku serii i mamy tylko ten okropne iX, który łączy chyba wszystko co najgorsze w nowej linii dizajnerskiej marki tak rzecz która przytrafiła się BMW w przypadku M jest… niewybaczalna.
Ale po kolei. Zacznijmy od tego, że zaczęło się od wideo, gdzie iX został zestawiony z siódemką z V12 pod maską. I jest to mocny cringe gdzie samochody dostają “świadomość” i “osobowość” i zaczynają się obrażać. iX mówi, że V12 jest kawałkiem złomu i elektryki to przyszłość przy czym siódemka odpowiada tylko, że to gówno prawda.

Reklama z rynsztokowym językiem, która w życiu nie powinna się pojawić. Ilość negatywnych komentarzy była bardzo duża. Bezsensowna rysa na wizerunku marki, którą sami sobie zrobili.


Druga wpadka to wideo w którym  BMW broni decyzji o montażu nowych większych grilli w nowych M3 i M4. Pracownik o imieniu Klaus został wystawiony na odstrzał żeby bronić tej idiotycznej decyzji o montażu dużych grilli, które zwiększają masę auta o 100kg. Moim zdaniem jak i zdaniem wielu innych ludzi M powinno być lżejsze, bo to M w końcu, a nie seryjne BMW. M zawsze miało rywalizować z AMG i RSami. O ile samo wideo nie byłoby aż tak złe – w końcu marka musi bronić swoich decyzji, ale to co dział komunikacji zrobił jest masakryczne. Dlaczego? po pierwsze – postawili personalnie osobę przed kamerą, którą można oskarżyć za decyzję zarządu co do specyfikacji. Sam Klaus jest też człowiekiem, który nie czuje się dobrze przed kamerą. Zamiast postawić kogoś z Marketingu, który by bronił całości jako zespołu to wystawili jednego człowieka na odstrzał i zrobili z niego pośmiewisko. Z człowieka, który stał za tym jak ogarnąć ten syf z dużym grillem.


Do tego dochodziło jeszcze masa negatywnych komentarzy, które BMW kasowało lub ukrywało, a propsowało komentarze chwalące grill. Zarząd BMW jak i dział marketingu nie popisał się.

I to są wtopy tylko z tego roku, ale największa bomba pojawiła się przed sylwestrem. BMW USA wrzuciło wideo na instagram w którym pokazuję M2 wjeżdżającym bokiem, ale… dźwięk silnika się mocno nie zgadza. Dlaczego? Bo to silnik V10 ale od Lamborghini. [puścić wideo] Nawet Chris Harris, czyli obecny host brytyjskiego Top Gear zwrócił uwagę na tę żałosną zagrywkę BMW. Wstydzą się dźwięku swoich silników? Czy chodzi o stworzenie mylnego wizerunku edgy marki? Nie dowiemy się pewnie nigdy.



Nie mam pojęcia co ludzie z marketingu BMW zarówno w Europie jak i w USA mają w głowach, ale takie pomyłki w wielomilionowej korporacji, które wizerunek jest tak rozpowszechniony i tak znany, a nawet w niektórych kręgach legendarny, żeby popełniać takie błędy.

Żałosne jest to, że “góra” musiała kryć się za pracownikiem, który personalnie stał się celem ataków społeczności samochodowej na całym świecie. A niedopuszczalne jest to co dział marketingu wyprawia i jak psuje wizerunek swojego pracodawcy.

Bo bardzo dobrej kampanii M Town, do której zostali zakontraktowani także ludzie ze świata Jutubowego (Shmee, patrzę na ciebie) i tchnęli ducha w M, przekonując nawet takiego sceptyka do marki jak mnie, że sportowe odmiany BMW mogą być fajne, zburzyli ten wizerunek trzema wideo.

Słowem podsumowania – nie zapowiada się na to, żeby coś poprawiło się w pracy firmy z Monachium. Patrząc zarówno na ruch na Facebooku jak i innych mediach społecznościowych nie daje nadziei na to, że będzie jakaś poprawa. Można nawet rzec, że oliwy do ognia dolała amerykańska centrala firmy pod jednym ze swoich postów na temat świeżo zaprezentowanego M5 CS, gdzie widocznie przedstawiciel PRu nie miał zielonego pojęcia o tym co jego firma ma w katalogu.

Przykro patrzy się na to jak grupa ludzi zapewne nie mających pojęcia dla kogo pracują i dlaczego tak radośnie rozwala coś nad czym ta firma pracowała przez ostatni czas.